piątek, 6 maja 2011

Charlotte

Chociaż Charlotte istnieje tylko nieco ponad tydzień, ja już nie mogę bez niej żyć. Nie świadczy to bynajmniej o mojej skłonności do uzależnień, ale o magii i wyjątkowości tego miejsca. Nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek, kto trafił tam raz, nie będzie wracał wciąż i wciąż wiedziony tęsknotą kubków smakowych, łaknących więcej wybornych pyszności. 


Miłość zaczyna się od samego progu - przestronne, jasne wnętrze, z wielkimi oknami wychodzącymi na bardzo europejski Plac Zbawiciela (a będzie jeszcze piękniej, bo Plac jest obecnie remontowany). Środek bistro zajmuje common table, idealny dla wszystkich tych, którzy mają ochotę wypić kawę w dobrym towarzystwie, mimo, iż przyszli sami. Wszyscy siedzą, rozmawiają, miły przyjacielski gwar unosi się w powietrzu, podobnie jak zapach pysznej kawy. 


Jeden rzut oka na menu umieszczone na oldschoolowej tablicy i już wiem, że to miejsce absolutnie podbiło moje serce - śniadanie od 7-23?! Super! To coś dla tych, którzy po 15 witają się z dniem po nocnych szaleństwach, ale też dla takich jak ja, którzy mają ochotę na coś lekkiego, smakowitego i szybkiego.


Do tej pory miałam przyjemność skosztować:
-koszyczka Charlotty, na który składa się chrupiący croissant i wybór chlebków (wszystkie wypiekane na zakwasie, na miejscu, najczęściej jeszcze gorące i chrupiące) a do tego 3 fenomenalne pasty - z białej i czarnej czekolady oraz malinowa (wg receptury pięknych właścicielek), a także wyjątkowo pyszny miód,
-tartine z serem kozim, świeżym tymiankiem i miodem, idealnie podpieczone, chrupiące i aromatyczne,
-tartine z serem gruyere, gotowaną szynką, pesto z rukoli (również wg receptury ww właścicielek) i orzeszkami pinii,
-croissanta z malinami
- niewinnych, kolorowych i przywodzących na myśl paryską kafejkę macaroników (malinowe - poezja)

W planie mam oczywiście przetestowanie całego, jakże kuszącego menu :-)


Można zaopatrzyć się też w jeden z wielu pysznych i zdrowych chlebów, aby przedłużyć wspomnienie miłego poranka/popołudnia/wieczoru spędzonego w Charlotte. Mój ukochany to ten z orzechami i rodzynkami, pokrojony w grubsze pajdy i maczany tylko w oliwie z oliwek w towarzystwie dobrego filmu. 


Z niecierpliwością czekam na pojawienie się w Charlotte francuskich win, starannie wyselekcjonowanych przez jedną z właścicielek, które zawitają do lokalu w najbliższym czasie, dopełniając czar wieczornych spotkań i potęgując doznania smakowe (chlebek maczany w oliwie z oliwek, z kroplą dobrego octu, popity półwytrawnym, białym, lekko schłodzonym winem w wiosenny, ciepły wieczór...). 



Miejsce, które trzeba znać - Charlotte, Chleb i Wino, Plac Zbawiciela, Warszawa.

2 komentarze:

  1. a jakie mają smaki makaroników? :D:D:D i w jakiej cenie? :D:D

    OdpowiedzUsuń
  2. POPROSTU WIERNA KOPIA LE PAIN QUOTIDIEN !!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń